LogoMENSITIVA
Polacy: Wołyń! Ukraińcy: Sahryń! Anatomia tego niekończącego się sporu

Polacy: Wołyń! Ukraińcy: Sahryń! Anatomia tego niekończącego się sporu

8 min czytania
Patrycja Konkowska | Artykuł opiniotwórczy

Pojednanie polsko-ukraińskie nie umiera z braku dobrej woli, lecz z powodu wybiórczej pamięci. Gdy Polska woła „Wołyń”, a Ukraina odpowiada „Sahryń”, historia przestaje być lekcją, a staje się bronią używaną przeciwko sąsiadowi.

1000022524.jpgObraz: Sahryń pomnik ofiar 10 marca 1944, Wikimedia Commons

Spis treści:

1. Wołyń kontra Sahryń – dialog głuchych

2. Spór nie o ofiary, lecz o stosunek do sprawców

3. Ekshumacje, pamięć i prawo do grobu

4. Bohaterowie narodowi czy niewygodna prawda?

5. Dlaczego nie widać końca tego sporu?

Gdy Polacy mówią o Wołyniu, Ukraińcy często odpowiadają Sahryniem. Gdy Polacy domagają się uznania ludobójstwa i prawa do ekshumacji ofiar, Ukraińcy przypominają o własnych cywilach zabitych przez polskie podziemie. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak klasyczna licytacja krzywd. W rzeczywistości spór jest znacznie głębszy. Nie chodzi wyłącznie o pamięć o ofiarach, lecz o to, czy oba narody są gotowe spojrzeć także na własnych sprawców, własne mity i własną odpowiedzialność.

Wołyń kontra Sahryń – dialog głuchych

Dla Polaków Wołyń jest symbolem jednej z największych tragedii XX wieku. W latach 1943–1945 na Wołyniu oraz w Galicji Wschodniej doszło do masowych mordów na polskiej ludności cywilnej dokonywanych przez oddziały UPA oraz część miejscowej ludności ukraińskiej. Historycy różnią się w szacunkach, jednak najczęściej mówi się o około 80–100 tysiącach polskich ofiar. Szczególne miejsce w pamięci zajmuje tzw. Krwawa Niedziela z 11 lipca 1943 roku, gdy zaatakowano jednocześnie dziesiątki polskich miejscowości. W Polsce wydarzenia te są powszechnie określane jako ludobójstwo, a od 2016 roku taką kwalifikację przyjął również polski parlament.

Ukraińcy, gdy słyszą o Wołyniu, często odpowiadają: Sahryń. Chodzi o akcję przeprowadzoną 10 marca 1944 roku przez oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich przeciwko ukraińskim miejscowościom na Zamojszczyźnie. Według różnych szacunków w samym Sahryniu zginęło od około 300 do ponad 600 osób, głównie ukraińskich cywilów. Ukraińscy historycy i politycy przedstawiają te wydarzenia jako przykład zbrodni popełnionej na ludności ukraińskiej przez polskie podziemie. W ukraińskiej narracji Sahryń stał się symbolem cierpień Ukraińców podczas polsko-ukraińskiego konfliktu narodowościowego w czasie II wojny światowej.

Spór nie dotyczy jednak wyłącznie Wołynia i Sahrynia. Polacy przypominają również o innych masowych mordach dokonanych przez UPA, wskazując, że ich celem było usunięcie polskiej ludności z terenów uznawanych za ukraińskie. Z kolei Ukraińcy zwracają uwagę na akcje odwetowe polskiego podziemia, powojenną akcję „Wisła” z 1947 roku oraz przypadki represji wobec ludności ukraińskiej. Każda ze stron posiada więc własny katalog krzywd, który uważa za niedostatecznie znany lub niedoceniany przez sąsiada.

To właśnie dlatego rozmowa o historii bardzo szybko zamienia się w wymianę argumentów o własnych cierpieniach. Polacy oczekują jednoznacznego uznania zbrodni wołyńskiej i potępienia jej sprawców. Ukraińcy odpowiadają przypomnieniem własnych ofiar i własnych traum. W efekcie obie strony często mówią o czymś innym. Dla jednych centralnym punktem pamięci jest Wołyń, dla drugich Sahryń. A gdy każda strona rozpoczyna rozmowę od własnej tragedii, niezwykle trudno przejść do spokojnej dyskusji o wspólnej historii.

Spór nie o ofiary, lecz o stosunek do sprawców

Najtrudniejsze w polsko-ukraińskim sporze o historię nie jest samo uznanie, że cierpieli cywile po obu stronach. To akurat jest faktem: ginęli Polacy mordowani przez OUN-UPA, ginęli też Ukraińcy zabijani w akcjach polskiego podziemia, między innymi na Lubelszczyźnie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy rozmowa przechodzi od ofiar do sprawców. Bo czym innym jest pamiętać o własnych zabitych, a czym innym tłumaczyć, usprawiedliwiać albo wynosić na piedestał tych, którzy mieli udział w zabijaniu cudzych cywilów.

Z polskiej perspektywy najważniejszym punktem sporu pozostaje stosunek Ukrainy do OUN i UPA. W Polsce organizacje te kojarzone są przede wszystkim ze zbrodnią wołyńską i antypolską czystką etniczną z lat 1943–1945, określaną przez IPN jako ludobójstwo. Ukraińska pamięć publiczna bywa jednak inna: wielu Ukraińców widzi w UPA przede wszystkim formację walczącą o niepodległość przeciw Niemcom i Sowietom. I właśnie tu drogi się rozchodzą. Dla Polaków nie da się oddzielić walki o państwo od odpowiedzialności za mordy na cywilach.

To nie znaczy, że po stronie polskiej nie ma ciemnych kart. Sahryń i inne akcje przeciwko ukraińskim wsiom na Lubelszczyźnie pokazują, że również polskie podziemie ma na sumieniu śmierć ukraińskich cywilów. IPN opisuje atak z 10 marca 1944 roku jako zaplanowaną akcję odwetową AK i BCh na kilkanaście wsi zamieszkanych przez Ukraińców, w tym Sahryń. W nowszych badaniach Mariusza Sawy pojawia się liczba co najmniej 1264 ukraińskich cywilów zabitych w dniach 9–10 marca 1944 roku w Sahryniu i okolicznych wsiach powiatu hrubieszowskiego, w tym kobiet i dzieci. To są fakty, których nie należy przemilczać.

Sedno problemu tkwi jednak gdzie indziej – w tym, jak Polacy i Ukraińcy oceniają własnych bohaterów, własne winy i własną odpowiedzialność za tragiczne wydarzenia z przeszłości.

Polska debata publiczna nie buduje dziś narodowej dumy wokół sprawców Sahrynia ani nie czyni z nich centralnych symboli państwowej tożsamości. Tymczasem na Ukrainie pamięć o UPA nadal bywa częścią narracji niepodległościowej, co dla wielu Polaków jest nie do zaakceptowania bez jednoznacznego rozliczenia zbrodni na ludności cywilnej. Dlatego ten spór nie jest tylko konfliktem o przeszłość. To spór o to, czy bohater narodowy może pozostać bohaterem, jeśli na jego sztandarze znajduje się także krew niewinnych ludzi.

Ekshumacje, pamięć i prawo do grobu

W sprawie Wołynia ekshumacje nie są dla Polski wyłącznie techniczną procedurą. To kwestia prawa ofiar do imienia, grobu i godnego pochówku. Wiele miejsc zbrodni do dziś nie zostało w pełni przebadanych, a rodziny zamordowanych przez dekady nie miały pewności, gdzie leżą szczątki ich bliskich. Dlatego każdy spór o pozwolenia na poszukiwania i ekshumacje był w Polsce odbierany jako coś znacznie poważniejszego niż urzędowa zwłoka: jako odmowa podstawowego gestu pamięci wobec zabitych.

Ten problem przez lata ciążył na relacjach Warszawy i Kijowa. Polska strona domagała się możliwości prowadzenia prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych, argumentując, że rodziny ofiar mają prawo poznać miejsce pochówku swoich bliskich. Ukraina wiązała tę kwestię z szerszym sporem o miejsca pamięci, pomniki i wzajemne upamiętnienia. W ostatnim czasie nastąpiło częściowe odblokowanie dialogu i wydano zgody na kolejne prace, między innymi w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej na Wołyniu. Nie oznacza to jednak końca problemu. Wciąż istnieje wiele miejsc wymagających badań, a kwestia ekshumacji pozostaje jednym z najbardziej wrażliwych tematów w relacjach polsko-ukraińskich.

Właśnie dlatego ekshumacje stały się jednym z najczulszych punktów tego sporu. Dla Polaków są dowodem na to, czy Ukraina rzeczywiście chce zmierzyć się z najtrudniejszą częścią wspólnej historii. Dla Ukrainy temat bywa uwikłany w obawy przed jednostronnym rozliczaniem przeszłości i pomijaniem ukraińskich ofiar. Jednak bez zgody na szukanie zmarłych, ustalanie prawdy i godny pochówek trudno mówić o pojednaniu. Pamięć zaczyna się bowiem nie od pomników i deklaracji polityków, lecz od prostego uznania, że każda ofiara ma prawo do grobu.

Bohaterowie narodowi czy niewygodna prawda?

Każdy naród potrzebuje bohaterów. Ukraina, której nowoczesna historia była naznaczona brakiem własnego państwa, sowieckimi represjami i walką o niezależność, szczególnie mocno szuka takich punktów odniesienia. Nie ma w tym nic złego.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bohater narodowy zostaje pokazany wyłącznie w jednym świetle. Dla wielu Ukraińców UPA pozostaje symbolem walki o niepodległość, przede wszystkim przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Dla Polaków ta sama formacja kojarzy się głównie z Wołyniem, Galicją Wschodnią i masowymi mordami na ludności cywilnej. To nie jest drobna różnica w interpretacji. To dwa zupełnie różne sposoby opowiadania o tych samych organizacjach i tych samych wydarzeniach.

Nie chodzi o to, by Ukraina wyrzekła się własnej historii walki o niepodległość. Chodzi o to, czy da się opowiadać tę historię bez przemilczania zbrodni popełnionych na cywilach. Bohaterstwo w jednym wymiarze nie unieważnia odpowiedzialności w innym, a walka z Sowietami nie wymazuje ofiar polskich wsi.

Podobna zasada powinna dotyczyć także Polski. Sahryń i inne akcje przeciwko ukraińskim cywilom nie mogą być wypychane poza nawias pamięci tylko dlatego, że nie pasują do wygodnej opowieści o własnej niewinności. Różnica polega jednak na tym, że współczesna Polska nie buduje swojej państwowej tożsamości wokół sprawców takich akcji, podczas gdy na Ukrainie pamięć o UPA nadal bywa elementem narodowej narracji. I właśnie ta asymetria sprawia, że spór o historię nieustannie powraca.

Dlaczego nie widać końca tego sporu?

Ten spór nie kończy się dlatego, że nie dotyczy wyłącznie przeszłości, lecz także sposobu jej oceniania. Polska pamięć o Wołyniu koncentruje się na ofiarach, prawie do ekshumacji i jednoznacznym potępieniu sprawców. Jednocześnie polska debata nie wynosi dziś do rangi narodowych symboli tych, którzy odpowiadali za zbrodnie na ukraińskich cywilach. Po stronie ukraińskiej problem jest bardziej skomplikowany: pamięć o UPA wciąż bywa częścią narracji niepodległościowej, mimo że dla Polaków formacja ta pozostaje przede wszystkim symbolem ludobójstwa i masowych mordów na cywilach.

Dlatego proste zdanie, że „po obu stronach były ofiary”, nie wystarcza. Może być prawdziwe, ale zaciera różnicę skali, intencji i późniejszego stosunku do sprawców. Pojednanie nie wymaga od Ukrainy rezygnacji z własnej historii walki o niepodległość. Wymaga jednak uznania, że nie da się budować pamięci narodowej na bohaterach, których biografia obejmuje także zbrodnie na niewinnych ludziach. Dopóki ta sprzeczność nie zostanie uczciwie nazwana, dopóty polsko-ukraiński spór o historię będzie wracał.