
Pisuar to nie kabina. Naprawdę trzeba to tłumaczyć?
Patrycja Konkowska | Felieton
Wreszcie piątek. Dla wielu wreszcie. Dla mnie w sumie bez różnicy. Leżę na kanapie i próbuję przeżyć. Termometr pokazuje 35 stopni.
Zaczynam żałować, że nie kupiłam jeszcze wentylatora. Zawsze wybieram się jak sójka za morze. Za karę zastanawiam się, czy jeszcze się pocę, czy już po prostu zmieniam stan skupienia. Kocham lato, naprawdę, ale pomarudzić trzeba. To nasz sport narodowy w końcu.
„Skoro już i tak leżę i obijam się, to chociaż zerknę w nagłówki" — myślę sobie. I wtedy trafiam na historię z Alabamy. Ojciec podróżujący z dwiema małymi córkami zaprowadził je do damskiej toalety, bo nie chciał prowadzić dziewczynek do męskiej, gdzie przy pisuarach stoją dorośli mężczyźni.
Rozpętała się awantura, wezwano policję, internet ruszył do boju.
I pomyślałam sobie, że chyba naprawdę żyjemy w czasach, w których zdrowy rozsądek przegrywa z potrzebą robienia afery z absolutnie wszystkiego.
Bo o ile jestem wielką zwolenniczką przestrzegania zasad, o tyle jeśli wybór sprowadza się do pustej damskiej toalety albo męskiej, w której kilkuletnie dziewczynki miałyby oglądać obcych mężczyzn przy pisuarach, to naprawdę nie widzę tu wielkiego dylematu. Widzę za to ojca, który po prostu zachował się jak rodzic.
Najwyraźniej inaczej uznał starszy pan, który postanowił urządzić z całej sytuacji spektakl. Były pretensje, była awantura, była nawet policja. Brakowało już tylko ekspertów od geopolityki toalet i panelu dyskusyjnego w telewizji śniadaniowej.
Na szczęście kierowniczka stacji wykazała się tym, co było najbardziej potrzebne w tej sytuacji – zdrowym rozsądkiem. Pomogła ojcu, starała się załagodzić konflikt i upewniła się, że dziewczynki są bezpieczne. Policjanci również nie dopatrzyli się żadnego wykroczenia i zakończyli interwencję.
Bawi mnie ta przemożna potrzeba pilnowania cudzego życia. Ten wewnętrzny strażnik porządku, który każe niektórym ludziom natychmiast wkroczyć do akcji, nawet jeśli nikomu nie dzieje się krzywda, nikt nie prosi o pomoc, a sytuacja naprawdę nie wymaga obywatelskiego alarmu.
Dlaczego tak bardzo lubimy pouczać innych w sprawach, które nas właściwie nie dotyczą? Dlaczego obcy mężczyzna uznał, że wie lepiej od ojca, gdzie powinny pójść jego kilkuletnie córki?
Może problemem nie była damska toaleta. Może problemem było to, że ktoś nie mógł znieść, że jego nie zawsze musi być na wierzchu.
Mam wrażenie, że coraz częściej gubimy proporcje. Potrafimy zrobić skandal z wejścia do niewłaściwej toalety, ale nie widzimy problemu w tym, że małe dzieci miałyby oglądać dorosłych mężczyzn podczas załatwiania potrzeb fizjologicznych, bo przecież „takie są zasady”.
Więc może czasem warto odłożyć regulaminy na bok i zwyczajnie dać ludziom żyć?
Bo wybór nie zawsze jest czarno-biały, a każdy jest mądry, dopóki to nie on musi sobie radzić z tymi wszystkimi innymi kolorami.