
Polska pozwoliła sobie na potwarz. Jak teraz wyjść z tego impasu?
Patrycja Konkowska | Artykuł opiniotwórczy
Polska od początku rosyjskiej agresji należała do najważniejszych sojuszników Ukrainy, przekazując jej ogromne wsparcie militarne, finansowe i humanitarne. Dziś jednak w debacie publicznej coraz częściej pojawiają się głosy, że wobec rażącego braku szacunku dla polskich interesów i gestów solidarności Warszawa powinna domagać się zwrotu przekazanego sprzętu oraz środków finansowych. Czy byłaby to uzasadniona reakcja na pogorszenie relacji polsko-ukraińskich, czy raczej błędna decyzja, która mogłaby przynieść więcej szkody niż pożytku?
Obraz: Wikimedia Commons
Spis treści:
1. Polska zapłaciła wysoką cenę za solidarność z Ukrainą
2. Czy relacje polsko-ukraińskie stały się jednostronne?
3. Żądanie zwrotu pomocy – sensowny postulat czy polityczny błąd?
4. Jak wyjść z impasu?
5. Polityka oparta na wzajemności zamiast jednostronnych ustępstw
Pomoc udzielona Ukrainie po 24 lutego 2022 roku była bezprecedensowym wyrazem solidarności ze strony Polski. Otworzyliśmy granice dla milionów uchodźców, przekazaliśmy sprzęt wojskowy wart miliardy złotych i aktywnie zabiegaliśmy o międzynarodowe wsparcie dla Kijowa. Jednocześnie kolejne napięcia polityczne i gospodarcze sprawiły, że część opinii publicznej zaczęła zadawać pytanie, czy Polska nie prowadzi wobec swojego sąsiada zbyt jednostronnej polityki. Warto więc zastanowić się, czy odpowiedzią na narastające rozczarowanie powinno być rozliczanie przeszłości, czy raczej wyznaczenie nowych zasad współpracy na przyszłość.
Polska zapłaciła wysoką cenę za solidarność z Ukrainą
Od pierwszych dni pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w lutym 2022 roku Polska stała się jednym z filarów międzynarodowego wsparcia dla Ukrainy. Przez nasze terytorium przechodziła zdecydowana większość zachodniej pomocy wojskowej, a Warszawa przekazała Kijowowi znaczną część własnego uzbrojenia. Według danych polskich władz do Ukrainy trafiło 318 czołgów, 586 pojazdów opancerzonych, 137 systemów artyleryjskich, 10 samolotów MiG-29 oraz 10 śmigłowców bojowych, a także ogromne ilości amunicji, przeciwlotniczych zestawów Piorun, dronów i innego wyposażenia wojskowego. Łączna wartość polskiej pomocy wojskowej przekroczyła 18 mld złotych (około 4,2–4,5 mld euro), co stawia Polskę w gronie największych darczyńców Ukrainy w relacji do potencjału własnej armii.
Na koszt wsparcia składała się jednak nie tylko pomoc militarna. Polska przyjęła miliony uchodźców wojennych, zapewniając im dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji, rynku pracy i systemu świadczeń społecznych. Według informacji przedstawianych przez polski rząd łączna wartość rządowej pomocy dla Ukrainy i uchodźców liczona była w dziesiątkach miliardów euro, nie uwzględniając przy tym wysiłku samorządów, organizacji pozarządowych ani prywatnych obywateli, którzy masowo angażowali się w pomoc. Bez względu na ocenę skutków tej polityki trudno zaprzeczyć, że żadne inne państwo regionu nie poniosło tak dużych kosztów politycznych, społecznych i wojskowych w relacji do własnych możliwości, jak zrobiła to Polska.
Czy relacje polsko-ukraińskie stały się jednostronne?
W ostatnich latach coraz częściej dochodziło do sytuacji, które w Polsce odbierano jako lekceważenie polskich interesów i wrażliwości historycznej. Najgłośniejszym przykładem był spór o import ukraińskiego zboża, kiedy po decyzji Warszawy o utrzymaniu embarga na część produktów rolnych prezydent Wołodymyr Zełenski podczas wystąpienia na forum ONZ sugerował, że niektóre państwa Europy pomagają Rosji, utrudniając ukraiński eksport. W Polsce słowa te wywołały oburzenie, ponieważ padły pod adresem kraju, który od początku pełnoskalowej wojny należał do największych sojuszników Kijowa.
Jeszcze większe emocje od lat budzi kwestia pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej. Przez wiele lat strona ukraińska blokowała prowadzenie pełnych ekshumacji polskich ofiar na swoim terytorium, co dla rodzin pomordowanych i dużej części polskiego społeczeństwa było trudne do zaakceptowania. Równocześnie na Ukrainie nadal funkcjonują pomniki, ulice i instytucje upamiętniające Stepana Banderę oraz działaczy OUN i UPA, organizacji odpowiedzialnych za masowe mordy na ludności polskiej podczas II wojny światowej. Dla wielu Polaków heroizacja tych postaci stoi w sprzeczności z deklaracjami o strategicznym partnerstwie i pojednaniu. Dodatkowe kontrowersje wywołała decyzja prezydenta Zełenskiego z maja 2026 roku o nadaniu jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowego tytułu „Bohaterów UPA”, co spotkało się z ostrą reakcją władz w Warszawie i zostało uznane za gest wyjątkowo niefortunny wobec polskiej pamięci historycznej.
Na tym lista sporów się nie kończy. W polskiej debacie coraz częściej podnoszono również zarzuty dotyczące oczekiwania przez Kijów dalszego wsparcia przy jednoczesnym bagatelizowaniu polskich postulatów dotyczących historii, rolnictwa czy polityki gospodarczej. Oczywiście Ukraina, prowadząc wojnę o własne przetrwanie, kieruje się przede wszystkim własnym interesem narodowym, podobnie jak każde państwo. Problem polega jednak na tym, że Warszawa zbyt często rezygnowała z twardego artykułowania własnych oczekiwań, obawiając się oskarżeń o osłabianie jedności Zachodu. To właśnie ta asymetria sprawiła, że część opinii publicznej zaczęła mówić o relacji, w której Polska daje znacznie więcej, niż otrzymuje w zamian.
Żądanie zwrotu pomocy – sensowny postulat czy polityczny błąd?
Wraz z narastającym rozczarowaniem relacjami z Ukrainą coraz częściej pojawiają się głosy, że Polska powinna zażądać zwrotu przekazanego sprzętu wojskowego i środków finansowych. Z emocjonalnego punktu widzenia taki postulat wydaje się zrozumiały, zwłaszcza w obliczu sporów dotyczących polityki historycznej czy kwestii gospodarczych. Wielu Polaków uważa, że państwo, które otrzymało tak ogromne wsparcie, powinno wykazywać większy szacunek wobec swojego najbliższego partnera. Polityka zagraniczna nie może jednak opierać się wyłącznie na emocjach, lecz także na chłodnej ocenie skutków podejmowanych decyzji.
Od strony prawnej dochodzenie takich roszczeń byłoby bardzo trudne. Większość pomocy została przekazana w formie darowizn lub decyzji politycznych, które nie przewidywały obowiązku jej zwrotu ani późniejszych rozliczeń finansowych. Polska nie dysponuje dziś jednoznacznymi podstawami prawnymi, które pozwalałyby skutecznie domagać się zwrotu przekazanego wsparcia.
Kolejnym argumentem przeciwko takiemu rozwiązaniu byłyby potencjalne skutki dyplomatyczne i wizerunkowe. Polska przez ostatnie lata budowała swój międzynarodowy wizerunek jako państwo solidarne, odpowiedzialne i przewidywalne, gotowe wspierać partnerów w obliczu zagrożenia. Wystąpienie po kilku latach z żądaniem zwrotu przekazanego sprzętu lub środków finansowych mogłoby zostać odebrane przez część sojuszników jako wycofywanie się z wcześniej podjętych decyzji i próba rozliczania pomocy udzielonej w nadzwyczajnych okolicznościach wojennych. Mogłoby to osłabić wiarygodność Polski jako partnera w polityce międzynarodowej oraz utrudnić budowanie podobnych koalicji w przyszłości. Paradoksalnie krok, który miałby pokazać stanowczość Warszawy, mógłby przynieść więcej strat wizerunkowych niż realnych korzyści politycznych.
Nie oznacza to oczywiście, że Polska powinna przechodzić do porządku dziennego nad wszystkimi kontrowersjami w relacjach z Ukrainą. Żądanie zwrotu udzielonej pomocy byłoby jednak rozwiązaniem bardziej symbolicznym niż skutecznym, a jego konsekwencje mogłyby okazać się niekorzystne przede wszystkim dla samej Polski. Z tego powodu warto szukać innych sposobów ochrony własnych interesów i budowania bardziej partnerskich relacji na przyszłość.
Jak wyjść z tego impasu?
Skoro żądanie zwrotu przekazanej pomocy byłoby rozwiązaniem mało realnym i obciążonym poważnymi kosztami politycznymi, Polska powinna skupić się na zmianie swojej strategii wobec Ukrainy. W relacjach międzynarodowych nie da się łatwo cofnąć decyzji już podjętych, zwłaszcza jeśli dotyczyły pomocy udzielonej w nadzwyczajnych okolicznościach wojny. Można jednak jasno określić zasady podejmowania kolejnych decyzji, tak aby dalsza współpraca uwzględniała zarówno solidarność, jak i ochronę polskich interesów oraz wzajemny szacunek.
Oznacza to, że dalsze wsparcie dla Ukrainy nie powinno mieć charakteru bezwarunkowego. Każda kolejna decyzja dotycząca pomocy wojskowej, finansowej czy politycznej powinna być poprzedzona oceną, czy Kijów respektuje polskie interesy gospodarcze, bezpieczeństwa oraz kwestie związane z pamięcią historyczną. Trudno oczekiwać od polskiego społeczeństwa akceptacji dla dalszych ustępstw, jeśli równocześnie dochodzi do sporów dotyczących ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, heroizacji UPA czy ochrony polskiego rynku rolnego. Partnerstwo strategiczne powinno opierać się na wzajemności, a nie na przekonaniu, że jedna ze stron będzie wspierać drugą niezależnie od okoliczności.
Nie oznacza to konieczności zrywania współpracy z Ukrainą ani odwracania się od niej w obliczu wojny. Polska ma jednak pełne prawo jasno określić granice swojej solidarności i uzależnić dalsze wsparcie od poszanowania własnych interesów oraz elementarnych gestów wzajemnego szacunku. Tylko taka polityka może pozwolić na odbudowanie bardziej zrównoważonych relacji między Warszawą a Kijowem.
Polityka oparta na wzajemności zamiast jednostronnych ustępstw
Polska ma pełne prawo oczekiwać, że państwo, któremu udzieliła bezprecedensowego wsparcia, będzie respektowało jej interesy gospodarcze, bezpieczeństwa i wrażliwość historyczną. Solidarność nie może oznaczać rezygnacji z obrony własnych racji ani akceptacji działań odbieranych jako brak szacunku. Partnerstwo między państwami ma szansę przetrwać tylko wtedy, gdy opiera się na wzajemności i gotowości do uwzględniania interesów obu stron.
Polska nie powinna domagać się zwrotu udzielonej pomocy, lecz wyciągnąć z ostatnich lat odpowiednie wnioski i prowadzić wobec Ukrainy bardziej asertywną politykę. Tylko jasno wyznaczone granice i konsekwentna obrona własnych interesów pozwolą odbudować relacje oparte na szacunku, a nie na jednostronnych ustępstwach.