LogoMENSITIVA
Wczoraj „zlepek komórek", dziś człowiek. Czyli od kiedy człowiek jest człowiekiem?

Wczoraj „zlepek komórek", dziś człowiek. Czyli od kiedy człowiek jest człowiekiem?

3 min czytania
Patrycja Konkowska | Felieton

Pozwoliłam sobie napisać post. Bardzo światopoglądowy post na Facebooku. W planach go nie było. Po prostu natrafiłam na grafikę, która mnie poruszyła i pomyślałam sobie: „Co mi tam, najwyżej komuś się to nie spodoba”.

1000022608.png

Kiedyś bardziej przejmowałam się tym, co ludzie myślą. Dziś bardziej przejmuję się tym, co ja myślę. Chyba się starzeję. A może po prostu jestem zmęczona wiecznym oglądaniem się na wszystkich dookoła. Nie wiem.

Ten felieton zresztą też powstaje w przypływie chwili. W ułamku sekundy, w którym nadeszła wena twórcza i uznałam, że skoro już przyszła, to wypada jej nie obrażać.

W każdym razie poszło o aborcję. A konkretniej o odczłowieczanie płodu.

I wiecie, co było najbardziej fascynujące? Nie sam temat, bo ten od lat dzieli ludzi wyjątkowo skutecznie. Bardziej zdziwiło mnie to, jak łatwo niektórzy ludzie potrafią zmienić znaczenie słów, jeśli tylko jest im z tym wygodniej.

Bo nagle człowiek przestaje być człowiekiem. Staje się „zlepkiem komórek”, „tkanką”, „materiałem biologicznym”. Jakbyśmy nie rozmawiali o ludzkim życiu, tylko o próbce opisanej markerem w jakimś laboratorium.

Tymczasem biologia – ta nudna ciotka w okularach, której nikt nie zaprasza na imprezy światopoglądowe – jest zaskakująco konsekwentna. Mówi, że od momentu zapłodnienia powstaje nowy organizm gatunku Homo sapiens z własnym, niepowtarzalnym kodem genetycznym. Nie pies, nie fikus, nie chomik syryjski. Człowiek.

I oczywiście można dyskutować o prawach, granicach odpowiedzialności, dramatycznych sytuacjach życiowych, zdrowiu kobiety czy przepisach prawa. To są trudne rozmowy i nikt rozsądny nie powinien udawać, że odpowiedzi są proste.

Ale biologii raczej nie przekrzyczymy.

Można twierdzić, że życie jednego człowieka nie powinno mieć pierwszeństwa przed prawem drugiego człowieka do samostanowienia. To jest pogląd filozoficzny czy etyczny. Natomiast twierdzenie, że nienarodzone dziecko nie jest człowiekiem, przypomina mi próbę przekonania wszystkich, że Ziemia jednak jest płaska, tylko NASA bardzo się stara, żebyśmy się nie dowiedzieli.

Mam czasem wrażenie, że współczesny świat cierpi na alergię na oczywistości. Im coś bardziej oczywiste, tym bardziej trzeba to skomplikować. Powstają więc dziesiątki nowych definicji, określeń i językowych wygibasów, które mają sprawić, że sumienie będzie trochę cichsze.

Szkoda tylko, że DNA nie czyta wpisów na Facebooku i nie śledzi debat telewizyjnych. Ono po prostu jest.

I dlatego napisałam ten post. Nie po to, żeby kogokolwiek obrazić czy nawracać. Nie po to, żeby wygrać internetową awanturę, bo na takie pojedynki szkoda mi już czasu. Napisałam go dlatego, że uważam, iż odbieranie człowieczeństwa nienarodzonemu dziecku jest zwyczajnie intelektualnie nieuczciwe.

Można być za legalną aborcją. Można uważać ją za mniejsze zło. Można twierdzić, że w pewnych sytuacjach jest konieczna. Można podnosić argument autonomii kobiety i jej prawa do decydowania o sobie. Ale udawanie, że aborcja nie dotyczy drugiego człowieka, jest zwyczajnie arogancją.

I chyba właśnie dlatego ten obraz poruszył mnie bardziej niż tysiąc słów.

Bo czasem jedna prosta grafika potrafi przypomnieć, że rzeczywistość nie zmienia się tylko dlatego, że zmienimy jej nazwę.